Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

DROGA KRZYŻOWA W OBRONIE WSZYSTKICH DZIECI ŚWIATA

 

DROGA KRZYŻOWA W OBRONIE WSZYSTKICH DZIECI ŚWIATA

 

 

 

Czym byłby świat cały, czym byliby ludzie,

Gdyby nie odkupił nas Bóg w Męki trudzie,

Czym byłoby życie od wieków zarania,

Gdyby w Nazarecie zbrakło Zwiastowania?

Gdyby nie zrodziło się wpierw Boże Dziecię,

W betlejemskiej szopie po wiekach na świecie.

Tak pan Bóg człowieka stworzywszy z Miłości,

Umieścił go w centrum Swojej Opatrzności.

Poprzez Swoje życie wśród ludzi na ziemi,

Splótł na wieki boskość z cechami ludzkimi.

Aby przez dzieciństwo z macierzyństwem w parze,

Dać nam – ludziom siebie i Maryję w darze.

Aby przez Rodzinę Świętą w Nazarecie,

Uświęcić małżeństwo i dzieciństwo w świecie.

Byśmy jako dzieci na wzór Jezusowy,

Wrośli u rodziców w młodzieńczy wiek zdrowy.

Aby wszystkie dzieci szanowane były,

W miłości poczęte, chciane się rodziły.

Przeto spójrz człowiecze w Biblii zanurzony,

Jak Jezus z Maryi pierwej narodzony,

Dzieciństwo przez młodość dążył ku Golgocie,

W posłuszeństwie Ojcu, pokorze, prostocie.

Cierniem i biczami pierwej umęczony,

Dla twego zbawienia krzyżem obciążony.

Szedł ku śmierci wrotom, by z niej wyrwać ciebie,

Byś z Bogiem, Maryją, Józefem żył w Niebie.

Byś poszanowawszy rodziców na ziemi,

Dziećmi stół otoczył swój bogobojnymi.

Przeto przejdź z Jezusem u Maryi boku,

Przez Golgotnią drogę, a dotrzymaj kroku,

Pośród dni dzisiejszych, wśród dziecka pogardy,

Przeorał sumienie człowiecze rozdarty.

Błędną propagandą, jazgotem kłamliwym,

Wrogim życiu dziecka a nieustępliwym.

                                                                             Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

STACJA I WYROK ŚMIERCI

                                                                                 Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste.

 

Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! Dziecię ukrzyżować?

Niehumanitarne! Urodzić, wychować...

Nie rodzić! Bunt srogi miejscami wybucha,

Kobieta ma prawo do własnego brzucha!

Zygota, blastula, to nie dziecko jeszcze,

Zlepek luźnych tkanek...To przecież kłamstw kleszcze!

Wyrok na niewinnej maleńkiej dziecinie

Z ciąży nieplanowej...Poronić! Niech zginie!

To człowiek! Nieprawda! A kod genetyczny?

Krzyknie zagłuszony czasem głos nieliczny.

Ach, człecze, nauka to udowodniła,

Że gdy się komórka z komórką złączyła,

W cudzie ręką Boga Stworzyciela świętą,

Jest w łonie matczynym dzieciną poczętą.

Abyś duszo ludzka ten cud zrozumiała,

Matka w Guadelupe ten święty znak dała,

Że spod Serca jasność nieziemska wybiła.

Którą fotografia zaraz utrwaliła.

Badanie dowiodło, że ta światła wiązka,

To zarys embrionu, to znaczy- dzieciątka.

Więc nie krzycz: Ukrzyżuj!. Nie dawaj wyroku.

Ani nie stój biernie obojętnie z boku.

Wszak kto mieczem walczy, ów od miecza ginie.

Czemuż nie pomożesz niewinnej dziecinie?

Kiedy na Jezusa wyrok wydawano,

Współczuł niewiniątkom za aborcji bramą.

I widział też ciebie w obliczu Piłata,

Gdyś przez obojętność skazał na śmierć brata.

                                                                                         Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA II PRZYJĘCIE KRZYŻA

                                                                                       Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste

 

Wziął Jezus krzyż srogi w ramiona z miłością,

I z bólu grymasem i wzroku słodkością.

Którego nikt dojrzeć nie chciał, ani zdołał,

Gdyż Krew je zalała płynąc z rany czoła.

On przez Jej zasłonę spojrzał w przyszłe wieki,

A ujrzał dom dziecka smutny i daleki.

W nim zaś sierot mrowie w małych łóżkach było,

Rytmicznie głowami na boki kręciło.

Jako wahadełka i w lewo i w prawo,

Nigdy nie znudzone sierocą zabawą.

Zapłakał Pan poprzez kropel Krwi zasłonę,

Bo były to dzieci miłości spragnione.

I właśnie sierotki tak liczne na świecie,

Widział pod ciężarem krzyża Jezus przecież.

Biedactwom w zaraniu życia krzyż wtłoczono,

Kiedy im sieroctwem serduszka zraniono.

 

                                                                                             Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA III   PIERWSZY UPADEK

                                                                    

 

                                                                     Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Powoli, z trudnością stawił pierwsze kroki,

Drzewo ciśnie w barki, sznur uwiera boki,

Usta opuchnięte i twarz zakrwawiona,

Korona cierniowa na głowę wtłoczona.

A kolce tych cierni tak się układały,

W pijackie meliny, uliczne kanały,

W których Pan, o zgrozo! Ujrzał liczne dzieci,

Opuszczone, głodne, śpiące w stertach śmieci.

Inne klej wąchały, by omamy wzbudzić,

I chociaż przez chwilę czymś miłym wzrok łudzić.

Przez chwilę zapomnieć, o zimnie i głodzie,

O bosych nożynach w zimowej pogodzie.

Widział, jak głodzone kradły, co popadło,

Lub brały ze śmieci jakieś stęchłe jadło.

Mali kieszonkowcy ludzi napadali,

Inni ponad siły wątłe pracowali.

Ludzi na ten widok bierze obrzydzenie,

Lecz to jest niewinnych istot upodlenie,

Upadek – przekleństwa: Nieznośne bachory!

Wykrzyczał tłum ludzi do osądu skory.

Niejeden kuksaniec i liczne kopniaki,

Niesłusznie dostają te biedne dzieciaki,

Współczucie przygniotło Jezusa do ziemi,

W której w prochu ziemi jednoczył się z nimi.

                                                                                        Zmiłuj się nad nami, Panie                                                        

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA IV MATKA

                                                                      

 

                                                               Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

 

Ach, jakżesz to, czemu, przez wieki bywało.

Gdy się objawienie Maryjne zdarzało,

W La Salette, Fatimie, Gietrzwałdzie, Akita,

Jak kwiat Medjugorie Maryją rozkwita.

Ona ku niewinnym dzieciom z Nieba zmierza,

Przez nie grzesznym ludziom orędzia powierza.

Ona tam prowadzi dzieci ku świętości,

Często pośród wojny uczy żyć w radości.

Przez niewinne dzieci daje ostrzeżenia,

Choć one od ludzi doznają cierpienia.

One w Jej matczyne wpatrzone ramiona,

Wiedzą, że w niej pomoc, prawda i obrona.

Gdy na Drodze Krzyża cierpiał Jej Syn miły,

Gdy serca okrutne bluźnierstwem błądziły,

Jej dusza wołała poprzez ludzi mrowie,

To Bóg twój – uczyńcie, cokolwiek wam powie.

Przyjdzie czas orędzia dany poprzez dziecię

Niewinne, bo takie orędzia przyjmiecie.

 

                                                                           Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA V SYMEON POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ

                                                                           Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

Bóg idzie i cierpi, siły upływają,

Oto znów się nogi pod Panem słaniają.

Upadnie? Nie dojdzie? Tu umrze? Na drodze?

Ma wznieść się na krzyżu wiernym ku przestrodze.

Pomóż Symeonie!. – Spojrzał w oczy Pana,

I jakaś niezwykła rozkwitła w nich rana.

Bo ujrzał Symeon afrykańskie ziemie,

W nich wojną rozdarte jedno z drugim plemię.

Mrowie dzieci wojsko z wiosek wyłapało,

Wtłoczyło w mundury, bron do rączek dało.

I uczyło walczyć, palić i mordować,

Do swoich najbliższych z broni wycelować.

Broń za ciężka była, nie na dziecka siły,

Oczka przerażone nieśmiało błądziły.

Nie chciała dziewczynka rozkazu wykonać,

Bo z ręki jej miała koleżanka skonać.

Ją więc zastrzelono i poćwiartowano,

Na przestrogę ciało gotować kazano.

I zjeść ją dzieciakom, by posłuszne były,

Z głodu i ze strachu rozkaz wypełniły.

W wilki je zmieniono. Tysiące tych dzieci,

W żołnierzy zmienionych dziś Afrykę szpeci.

ONZ to widzi – to Symeonowie,

Inni też – lecz pomoc jakoś im nie w głowie.

Bądź ty Symeonem, Pomagaj Afryce,

Wspólnie wszystkie dzieci rodzinom wrócicie.

Resocjalizacji trudnej długie lata,

Niech dziecko uczynią znów z małego kata.

                                                                  

 

                                                                       Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

STACJA VI WERONIKA

                                                          

 

                                                                   Kłaniamy Ci się ,Panie Jezu Chryste

 

 

Chusta biała, czysta, zwykły płótna płatek,

Jak pieluszka dziecka, w rękach czułych matek.

Nie wiemy, czy ona własne dzieci miała,

Że miłością nagłą z nagła zapałała,

Do nie swego syna, do dziecka Maryi,

Chustę z głowy zdjęła, odkręciła z szyi,

Ku zdziwieniu wszystkich otarła twarz Boga,

Bo jakaś przedziwna rozdarła ją trwoga.

Dzisiaj Syn Maryi idzie drogą krzyża,

Lecz trwa to i jeszcze nie jedno się zbliża..

W habitach zakonne siostry utrudzone,

Ku pomocy dzieci biegną w każdą stronę,

Gdzie trzeba pomocy. Tulą, ubierają.

Karmią, leczą, uczą, co mogą – rozdają.

Tworzą sierocińce oraz okna życia,

Do nich tez strzelają bandyci z ukrycia.

Dziwisz się wielokroć, jak siostry działają,

Lecz one z ubóstwa swego wszystko dają.

Takie Weroniki, biedne, ciche, skromne,

O sercach gorących, w działaniu niezłomne.

Wstyd przecież wspominać, lecz powiedzieć trzeba,

Wielu nie dostrzega w siostrze posła z Nieba.

Widząc zakonnicę skromną na ulicy,

Mówi- Pingwin idzie – i nieszczęścia liczy.

                                                                      

 

                                                                     Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA VII DRUGI UPADEK

                                                                    

 

                                                                     Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Upadł Pan, lecz Boga drewno nie przygniecie.

On silniejszy, niźli wszystkie drzewa w świecie.

W ten czas władzę dano książętom ciemności,

To oni wrzucili na krzyż stek podłości.

Co od wieków było z sobą pogodzone,

W trzysta lat ostatnich było rozdzielone.

Z rozmysłem, powoli ku akcji łatwości,

Rozdzielono Kościół od spraw państwowości.

Jako jedną z podstaw także uradzono,

Aby krzyż z urzędów i szkół wyrzucono

I lekcje religii, a w zamian etyka

Oraz inna lekcja z tych reform wynika.

Prasa katolicka wszakże nam donosi,

Że ta lekcja głównie seksualizm głosi.

Zachód w tym przoduje i zamorskie kraje,

Wparły w głowy dzieci ohydne zwyczaje.

Na matematyce takie są zadania,

Ile kto uzyska z bliźnich okradania.

Dzieci karzą za to, że Boga wyznają,.

Nawet ze szkół za to czasem wyrzucają.,

Dziś walka z cnotami i Bogiem się szerzy,

Wielu młodych mówi, że w Boga nie wierzy.

                                                                        

 

                                                                       Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA VIII PŁACZĄCE NIEWIASTY

                                                                      

 

                                                                             Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

Tłum niewiast płaczących nad nieszczęściem Boga,

A może przeczucie, jakaś dziwna trwoga?

Może rozumiały, że brał je w obronę,

Teraz same sobie będą zostawione?

Co się teraz stanie? Rzymianie w około?,

Wszak miał ich zwyciężyć? Kto im stawi czoło?

Pan tuż się zatrzymał drżący pod ciosami,

Rozkazując płakać nad swymi synami.

Lecz nie zrozumiały, patrząc wśród zdziwienia,

Że synowie, to tez przyszłe pokolenia.

W więzieniach dla dzieci na draństwie złapanych,

W egoizmie matek i ojców chowanych.

Jedynaków mrowie, którym wszystko wolno,

Kończy byt beztroski tą szkołą niewolną.

Oto poprawczaki – w których brak miłości,

Zimne obce głosy uczą poprawności.

Resocjalizacja idzie jako tako,

Ale nikt dzieciństwa nie wróci biedakom.

Takiego, gdzie wszystko dobrze ułożone,

Odwróci wzrok dzieci we właściwą stronę.

Ku młodzieży dobru – Boga oddać trzeba,

Bo nam nie wybaczą i nie ujrzą Nieba

.

                                                                 zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA IX TRZECI UPADEK

                                                                  

 

                                                           Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

Gdyby mogła – krzyż ten by za Niego wzięła,

Właśnie On się potknął i Ona potknęła.

Oboje leżeli na drodze bez siły,

Bo ich losy dzieci kolejne przybiły.

Matula cierpienie czuje Syna swego,

A świat nie ukryje przed Nimi niczego

Jego Serce mówi i Jej serce woła,

Że gdy zbliżać będzie się Wiosna Kościoła,

Zło szaleć tak będzie, jako nie szalało,

I choć w wiekach dawnych niełatwo bywało,

Od krzyżackich zbrodni, Tatarów rozbiory,

Wreszcie wiek XX, nienawiścią chory,

Ci, którzy „Gott mit uns” na pasie pisali,

Pierwsi w łonie matek dzieci zabijali.

Potem zmyślnym kłamstwem ludzi oszukano,

Jako walkę z dziećmi aborcję podano.

Wiele kobiet myśląc, że tak dobrze było,

Dzieciątko zabiwszy, nerwy rozstroiło.

Gdyż o tym syndromie prasa nie pisała,

Tak kolejna straszną prawdę omijała.

Gdyby Bóg rozkazał tejże krwi wyjść z ziemi,

Przykryłaby glob nasz falami swoimi.

Jako potop straszny. Kto by dziś ocalał?

Gdyby krwią tych dzieci Pan Bóg ziemię zalał?

Dziś Arką Maryja – do Niej się uciekaj.

Aborcję potępiaj, z modlitwą nie zwlekaj.

                                                                

 

                                                                    Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA X ODARCIE Z SZAT

                                                              

 

                                                   Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

O Boże! Ty cierpisz nie tylko dlatego,

Ze przyschniętą szatę zdarto z ciała Twego,

Że z Twojej nagości się naigrywają,

Zasłonięte oczy Matki wyszydzają.

Przez zasłonę powiek Ona zobaczyła,

Jak się nagość Syna z dziećmi jednoczyła.

On ujrzał na nowo to, co w Getsemani,

Nocne kluby, a w nich rozpasanych drani.

Którzy, skąd, nikt nie wie, dzieci nałapali,

I zamknięte w nędznych warunkach trzymali.

Chore, przestraszone, smutne, zapłakane,

Do nierządnych czynów batem przymuszane.

A z tych strasznych czynów filmy nagrywano,

Za drogie pieniądze ludziom sprzedawano.

Widział Pan, jak rosła przemoc nad malcami,

A płacz ich unosił się ponad chmurami.

Zaś wstyd naturalny czynił ich winnymi,

Prawie nikt nie ujął się za krzywdzonymi.

Także chrześcijanie obojętni byli,

Nawet raz za dzieci się nie pomodlili.

Lecz gdyby szturm poszedł za dziećmi do Nieba,

Żyłyby w miłości i dostatku chleba,

U boku rodziców, którzy bez przemocy

Karmiliby za dnia, do snu tuląc w nocy.

 

                                                                           Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA XI   PRZYBICIE DO KRZYŻA

                                                                      

 

                                                               Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Wiek XX przecież, to wielka kultura,

Wynalazków krocie, brak wiedzy nie hula,

W medycyny dobie postęp śmierć oddala

Lecz miłość do dzieci nauki nie spala

Teraz, gdy zabawek, ubranek aż nadto,

Bóg mówi do ojców, do serc szepce matkom,

Aby z Dekalogiem pociechy chowały,

I przed chorobami bardzo osłaniały.

Tymczasem szpitale wszystkie przepełnione,

A i w domach dzieci niemocą złożone.

Blade, wycieńczone ku śmierci zmierzają,

Zaś inne tragicznie co dnia umierają.

Gdzie lenistwo matki, obojętność taty,

Tam są i przekleństwa, niepotrzebne baty.

I złe stopnie w szkole, a prześladowania,

To kolejny powód do odchorowania.

Samobójstwa dzieci, psychiatrzy się troją,

Malcy do przedszkoli nawet pójść się boją,

Złe stopnie, uwagi, coraz częściej bywa,

W ciało rak się wkrada i grobków przybywa.

                                                                      

 

                                                                     Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA XII ŚMIERĆ NA KRZYŻU

                                                                      

 

                                                             Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Gdziekolwiek byś poszedł w chrześcijańskie kraje,

Gdzie wioska, miasteczko, polnych dróg rozstaje,

Tam krzyże przydrożne nam uświadamiają,

Że tu żyją ludzie, co Boga kochają.

Wiedzą, że Maryja tam pod krzyżem stała ,

Współcierpiąc wraz z Synem piekło pokonała.

W raju szatanowi Bóg dał taką puentę,

Ta głowę ci zmiażdży, ty Jej tylko piętę.

Nim triumf nastąpi Jej Serca czystego,

Szatan nie próżnuje dokonując swego.

I znów wiek XX dał tą śmieci puentę,

Ile wszystkie wieki dotąd razem wzięte.

Dziecięce cierpienia wśród ludów biadania,

W krematoriach, od kul, z głodu, wyczerpania,

Od band UPA, w ogniu, i w Sybiru mrozach,

Zamarzały jadąc w wagonach, na wozach,

Na pół rozdzierane i w studniach topione,

Do drzew przybijane, drutem okręcone,

Trzysta siedemdziesiąt tortur wymyślono,

Tak niewinne dzieci życia pozbawiono.

Polacy, Ormianie i inne narody,

Boże! Bądź miłościw! Daj nam łaskę zgody...

Terroryzm światowy krąg straszny zatacza,

Dzieci giną, a świat z Bożej drogi zbacza.

Popatrz na Afrykę, tam chleba nie maja,

Z głodu z rodzicami co dnia umierają.

Co czuć mogą matki same głodujące,

Patrząc na swe dzieci z głodu konające?

                                                                  

 

                                                                       Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

 

 

STACJA XIII ZDJĘCIE Z KRZYŻA

                                                                           Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Maryjo, Tyś brała Jezusa z miłością,

Z jakim bólem Serca i jego słodkością,

Jako w Nazarecie, gdy do snu tuliłaś,

A teraz Krew z twarzy Jego, łzami zmyłaś.

I przez nich zasłonę, gdy Go tak trzymałaś,

Już nie mogąc nucić, bo rzewnie płakałaś,

Ujrzałaś przez wieki te ostatnie lata,

Które staną w ogniu przed skończeniem świata.

Widziałaś, że zanim wszystko to się stało,

Dobro w ludziach jakby żelazo rdzewiało.

Widziałaś kościołów moc pustoszejących,

I młodzieży grupy cmentarze niszczących.

Pytałaś, czy komu jeszcze dziś zależy,

Uczyć dzieci, jak się zachować należy.

W kościele i w szkole, jak w domu żyć trzeba,

By po ziemskim życiu dostać chwały Nieba.

Przed laty tłum dzieci był na Mszy w kościele,

Teraz przed ołtarzem pusto i w niedzielę.

Widziałaś, jak niegdyś dziewcząt w Boże Ciało

Krocie kwiatki Panu pod nogi sypało.

Dziś utrata wiary już zatacza kręgi,

Zanikają wianki, białe suknie, wstęgi,

Coraz mniej dziewczynek w bielutkich szpalerach,

I coraz mniej kobiet gromnice zabiera.

Też przykro Ci było, gdy Sercem widziałaś,

Dawniej do chorego jak z Synem zmierzałaś.

Wierni przyklękając, cześć Panu dawali,

Wiary się nie wstydząc, Boga wyznawali.

Dzisiaj kto przyklęka? Kto Panu się skłoni?

Ksiądz przebiega cicho, dzwoneczek nie dzwoni.

                                                                          

 

                                                                                 Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

STACJA XIV POGRZEB PANA

                                                                      

 

                                                                   Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste

 

 

Już koniec. Stracone. Pan w grobie złożony.

Maryja weń patrzy poprzez łez zasłony.

Ona wie, że w trzy dni będzie Zmartwychwstanie,

Tym bardziej się wzmaga Serca jej kochanie.

Ona wie, że Bóg to, że to Trójjedyny,

W Janie tuli w Sercu wszystkie ziemskie syny.

Bo z krzyża Jej Jezus testament zostawił,

Tak Ją Matką ziemian i Królową wsławił.

Ona wie i cierpi, bo co u nas skryte,

W Jej oczach i Sercu jawnie jest odkryte.

Widzi ziemskie dzieci aż do końca świata,

Tak bardzo Ją boli każdego z nich strata.

Widzi wszystkie sekty, młodzież zaplątaną,

Przez jej przewodników haniebnie zdradzaną.

Wszystkie przykazania Boskie podeptane,

I kościelne także zręcznie omijane.

Czary, radiestezja, i ezoteryka,

A to z braku wiary w Opatrzność wynika.

Horoskopy, prasa, dziwna młodzieżowa,

Edukacja zgubna, dla ducha niezdrowa.

Wszyscy już skażeni, bo jak sięgnąć okiem,

Każdy w coś wszedł choćby jednym życia krokiem.

Mówi się – stracone całe pokolenie,

Więc co dać mu w zamian? Nasilić grzeszenie?

„By stąd dobro wyszło?” Och, nie! „Żadną miarą!”

Jeśli ustrzec chcemy się przed Boską Karą,

Wrócić dzieciom Boga. Bo czasu już mało.

By się to najgorsze w tym wieku nie stało.

W chrześcijańskim świecie nie ma nic stracone,

W mocy Boga Ducha ma być odnowione.

                                                                                     Zmiłuj się nad nami, Panie

 

 

 

 

 

 

ZAKOŃCZENIE

 

Na koniec spójrz w życie ,ojcze, oraz matko,

A przypomnieć trzeba i babciom i dziadkom,

Że cośmy uznali jako postęp nowy,

Nakładło nam rzeczy bezbożnych do głowy.

Już nie mamy czasu na puste gadania,

Na spuszczone ręce, oraz narzekania.

Czyta Kościół Święty wszelkie pouczenia,

W tym Świętego Jana wielkie Objawienia.

Dlaczego? Zapytasz , - Już czas się wypełnia.

Co tam zapisane, w tym wieku się spełnia.

Zatem spójrz, co Pan Bóg Polsce włożył w dłonie,

Odnowić świat cały po moralnym zgonie.

Więc jeśli się prędko nie przygotujemy,

Jakże stawić czoła tej pracy możemy?..

                                                                        

 

                                                             Amen.