Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

WALENTYNKI

 


 




WALENTYNKI

Przyszły do nas lata temu,

Tak właściwie, nie wiem czemu.

Do wiary nam nic nie wnoszą,

Do Nieba nas nie podnoszą.

 

Nie Świętego Walentego

Wysławiają – nic Mu z tego.

Nie lizaki Mu czerwone,

Na kształt serca porobione.

 

Nie pocztówki z serduszkami,

To nie miłość między nami.

To jest zwykły chwyt handlowy,

Który wbito nam do głowy.

 

Jeśli chcemy uczcić Jego

To zaczynać trza od tego,

Że On jako święty w Niebie

Może modlić się za ciebie.

 

Też odwrotnie – ty do Niego,

Żeby była pełnia tego,

Że to Świętych Obcowanie

Poprzez wspólne miłowanie,

 

Lecz nie takie serduszkowe,

I nie takie ciasteczkowe,

Lecz niebiańska miłość święta,

Piękna, czysta, uśmiechnięta.

 

I nie tylko dnia owego

W dniu Świętego Walentego,

Nie z wieczora ani z rana,

Lecz w czas każdy jest zadana.

 

Gdy Świętego Walentego

Chcesz mieć za patrona swego,

To wpierw poznaj żywot jego,

Jako pierwszy punkt wszystkiego.

 

To był już za życia święty,

Za Klaudiusza mieczem ścięty,

Teraz wielkiej czci doznaje,

I pomagać nie przestaje.

 

On od chorób jest nerwowych,

Od problemów padaczkowych.

A Krobia jest znana z tego,

Że tam są relikwie Jego.

 

Obraz słynie tam cudami,

Tam Go chwalą modlitwami.

A On sieje tam łaskami,

Jak sierpniowa noc gwiazdami.

 

Więc nim przyjdzie dzień Świętego,

To już znając żywot jego,

Wiedz – on wiązał zakochanych,

Szczerze w sobie rozkochanych,

 

Świętym węzłem a w radości

Chrzcił owoce ich miłości.

Jako biskup je bierzmował,

Leczył, gdy kto zachorował,

 

Pełen Bożej był Miłości,

I niezwykłej też skromności.

W przeogromnej swej mądrości

Do szczęśliwej wiódł Wieczności.

 

Siał miłością dookoła,

Tą ewangeliczną zgoła.

Jako siewca ziarno Boże

Pielęgnując owo zboże.

 

Był to czas prześladowania,

Chrześcijan z tłumu wyławiania,

I męczeństwa tak strasznego,

Że byś nie chciał żyć wśród tego.

 

On w miłości swej głębokiej,

I jak cały świat szerokiej,

Nie uciekał przed ciosami,

Szedł na mękę z chrześcijanami.

 

Miłość, miłość, z tej miłości

Przeszedł z ludźmi do Wieczności.

W roku dwieście sześćdziesiątym

I do tego też dziewiątym.

 

Od lat tamtych mieszka w Niebie,

I tak bardzo kocha ciebie,

I tak bardzo cię szanuje,

W każdej trosce ci współczuje,

 

Bogu się za ciebie kłania

I ornatem cię osłania,

By ci krzywda się nie stała,

Aby miłość twa wzrastała.

 

Lecz to ma być Miłość z Boga,

A namiętność gnaj od proga.

Bo to są dwie różne sprawy,

Miłość nie jest do zabawy.

Miłość z Boga jest Istoty,

Wśród czystości i prostoty.

Więc gdy chcesz czcić Walentego

Odrzuć walentynkowego,

 

Bo Mu chwały nie dorzucisz,

Lecz tą pustką Go zasmucisz.

Nie trać na blichtr serduszkowy,

Lecz daj dar Miłości zdrowy.

 

Weź za rękę kochanego,

Módlcie się do Walentego.

Gdy Mu siebie polecicie,

Wielka radość Mu zrobicie.

 

Lecz nie tylko dnia owego.

Co dzień módlcie się do Niego.

A gdy Mu się zawierzycie,

Piękne wieść będziecie życie.

 

Już nie miłość serduszkowa,

Czyli nie Walentynkowa,

Lecz prawdziwa, a tak słodka,

Że wspanialszej nikt nie spotka.

 

http://mojawiarakatolicka.blox.pl/resource/swietywalenty.jpg