Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

POGUBIENI - poemat w dwóch cżęściach

 

       POGUBIENI

Moi drodzy, moi mili,

Czyśmy się nie pogubili?

Czy o wszystkim wszystko wiemy?

Może zaś wiedzieć nie chcemy?

 

Bo wygodnie nam się żyje,

Jakoś jada, czasem pije,

Mniej lub więcej, różnie bywa,

Zwłaszcza, gdy butelka wzywa.

 

Kiedy idę do „Biedronki”,

Zwykle duże są ogonki.

Bo przez kasy przejść należy,

Obojętnie, jak kto mierzy.

 

A co w wózkach? Co potrzeba.

Zwykle chleb i coś do chleba.

To normalne. I jarzyny,

Sery, ryby i wędliny.

 

Jeść musimy – takie życie,

Ale gdy spoglądam skrycie

Przypadkowo podsłuchuję,

Różne rzeczy wyłapuję.

 

Bo przy kasach wykładają

Wszystko, co w wózeczkach mają.

Oraznżadki, wódki, wina

I tu wiersza jest przyczyna.

 

A piw ile zgrzewek całych?

A słodyczy dużych, małych?

Papierosów idą tony.

Świat dziś modny czy szalony?

 

Zgoda, wszystko jest dla ludzi,

Ale niech rozwagę budzi.

Do obiadu lampka wina

Przy niedzieli – to drobina.

 

 Na nalewkę wódki ćwiartka,

Na lekarstwo mała miarka.

Wyskokowych nie pijajmy,

Nałogom się nie dawajmy.

 

Papierosy? Po co tobie?

Przez nie prędzej będziesz w grobie.

Mówisz – na coś zdechnąć trzeba,

Lecz nie trafisz tak do Nieba.

 

Bo gdy zdrowie sobie psujesz,

Przykazania przestępujesz.

Z tych dziesięciu wszystkie ważne,

A przestępstwa są poważne.

 

Bo czy pierwsze czy ostatnie,

Choćbyś życie wiódł dostatnie,

A z przykazań zadrwił sobie,

To rozpustę wskażą tobie.

 

 Czy słodyczy nadmiar jadasz,

Czy kłam pracy w kuchni zadasz,

Gdy w reklamach się lubujesz

Zupkę z proszku ugotujesz.

 

Zamiast kluski gnieść babcine,

Wolisz wolną mieć godzinę.

A na obiad dasz rodzinie,

Z czego nam supersam słynie.

 

Kluski z tacek wszystkim znane,

Często przereklamowane,

A kefirków, jogurcików,

A margaryn, pasztecików…

 

Co jest w środku? Czy to ważne?

Sprawdzać skład? Czy to poważne?

A zrób jogurt w domu swoim.

Ten dopiero zdrowiem stoi!

 

 Upiecz ciasto w piecu własnym,

Będzie zapach w domu ciasnym.

Jajka, mało, mąka , mleko,

Od gotowych idź daleko.

 

Pyzy można uparować

I pierogi ugotować.

Wiesz, co w środku, czym się żywisz,

I mniej zdrowie swe pokrzywisz.

 

Prawdą jest, ze wszystko „chrzczone”,

Dodatkami zaprawione,

Lecz zrób zwykłe porównanie

Na truciznek dodawanie.

 

Gdy na przykład w brzuchu skręca,

Wirus się nad tobą znęca,

Rozwolnienie? Co przyjmujesz

Kiedy kolkę w brzuchu czujesz?

 

 Popatrz wiec analogicznie,

Że choć wyglądają ślicznie,

Pudełeczka, rysuneczki,

Z reklameczki, z lodóweczki,

 

To się sypnie czasem fama,

Że dodatków różnych gama,

W paróweczkach – nie wiem czego,

Cztery procent mięsa z tego.

 

A ta reszta? Te dodatki,

Po pochylni stromej gładki

Szybki pęd ku nowotworom,

Ku zawałom ścieżką sporą.

 

Więc wracając do biegunki

Gdy o zdrowie są frasunki,

Chcesz lekarstwo na wstrzymanie

Czy biegunki wspomaganie?

 

 Albo gdy cię auto trąci

I poważnie zdrowie zmąci,

Prosisz, aby cię dobili

Czy po „Erkę” zadzwonili?

 

Jak gorączka się przytrafi

Bo cię jakaś grypa trafi,

Bierzesz coś na obniżenie,

Czy też na jej podwyższenie?

 

Mówisz – głupia baba pewnie,

Że strofuje cię tak rzewnie,

Lecz to zwykła analogia.

Pomyśl –chemia czy biologia.

 

Bo z biologią za Pan bratek

Przejdziesz gładko przez ten światek.

Chemia zaś da tyle swego,

Że w „pół drogi” zejdziesz z niego.

 

 Jadasz te półfabrykatki,

Bo cię nęcą ich dodatki.

Smak, zapaszek dla ochoty,

Bp to ich interes złoty.

 

A dla ciebie zwykła trutka.

Oto mowa jasna, krótka.

Jeśli jesteś gospodynią,

Niech twe dłonie dobro czynią.

 

Bo dziś szukasz wolnej chwili,

Która wieczór ci umili.

Filmik? Kawka? Co ci z tego?

Przerwij pracą strumień złego.

 

Kup w księgarni książek parę,

W których są przepisy stare.

Bez „Warzywka” i „Kucharka”

Bukiet jarzyn włóż do garnka.

 

 Mięso kup to, które zdrowe,

Nie mieszanki zaś gotowe.

Dzieciom upiecz wraz bułeczki

Na pachnące kanapeczki.

 

Jak upieczesz ze dwie blachy,

Nie urobisz się po pachy.

Lecz z radością patrz na dzieci,

Jak od woni ślinka leci.

 

Bo to pachnie na pół bloku,

Aż się łezka kręci w oku

Tym, co upiec nie potrafią,

Swoją skargą w ciebie trafią.

 

„Bo ja tego piec nie umiem,

Na kuchni się nie rozumiem…”

Więc ją spytaj, „coś robiła,

Gdyś o małżeństwie śniła?

 

 Czyś paznokcie malowała,

Żebyś ładnie wyglądała?

I coś w sumie w dom swój wniosła,

Jeśliś leniuch i wyniosła?”

 

Owszem, bywa praca taka,

Nie dla babki, lecz chłopaka,

Że od rana do wieczora

Musi być do pracy skora,

 

Której czas nienormowany,

A nią weekend też zarwany.

Tutaj inny problem stoi,

Gdy ktoś się o pracę boi.

 

Nie masz pracy to i chleba

I czego do życia trzeba.

Czasem babcie pomóc mogą,

Lecz niech zechcą ruszyć nogą.

 

 Niech zakupy uszykują,

Córce zupę podgotują,

Kiedy wita dom zmęczona,

Nie do pracy wtedy ona.

 

A tu lekcje z dziećmi jeszcze,

I trosk różnych mocne kleszcze,

Kto zaś babci nie ma w domu,

Nie ma się poskarżyć komu.

 

Gdy chłop fotel okupuje,

Żeby pomoc nieść, nie czuje,

Ona sama jak ta fryga

Cały problem domu dźwiga.

 

Tu nie dziwią mnie te kluski

I te wszystkie pasty, puszki,

Kiedy ona ma coś zrobić?

Lecz to może też cię dobić.

 

 Jak ktoś mieszka sobie w mieście,

To czy spokój ma nareszcie,

A po pracy wolne chwile,

Które woli spędzać mile?

 

Siada przed telewizorem,

I przesiedzi każdą porę.

Matka sama się uwija,

Reszta w domu się obija.

 

Jeśli dzieci lekcje piszą,

Uciesz je pogodną ciszą.

Niech się uczą, a uczciwie,

Niech coś nie gra hałaśliwie.

 

Byle głośniej, w same uszy,

Bo radośniej tak dla duszy?

To na razie, zaś głuchota,

Może rak? Może ślepota?

 

 Komóreczka, komputerek,

Było zdrowie, jest felerek.

Mówisz, teraz takie życie,

Bo tak się wykręcasz skrycie.

 

Zdrowym matka cię rodziła,

Od kalectwa uchroniła.

Ty dziś zdrowie lekceważysz.

Oj, uważaj, bo się sparzysz!

 

Gra o piąte przykazanie

Na etapach wielu stanie.

To ze zdrowiem wywijanie

Jest powolnym zabijaniem.

 

                   #

DRUGA CZĘŚĆ POEMATU

A część druga poematu

Jest podziękowaniem za to,

Co robimy, od przyrody,

Pana Boga i pogody.

 

Przykazania połamane,

Wszystkie lekko traktowane,

Bo czas taki, takie życie.

Wkrótce gorszy świat ujrzycie.

 

Bo tak to już bywa w świecie,

Jedno drugie ciągnie przecie.

Gdy coś gdzieś tam niedomaga

A tego się nie wspomaga,

 

Lecz dobija i pogrąża,
Ku gorszemu to podąża.

Potem coraz gorzej bywa,

Dobre za złem się ukrywa.

 

A zło bywa hałaśliwe,

I podstępne i kłamliwe.

Wkrzyczy w ciebie, że jest całe,

Już nie czarne ale białe.

 

 A myśmy już zapomnieli,

Jakie skarby w dłoniach mieli.

I zło dobrem nazywamy,

Przeto coraz gorzej mamy.

 

Zło i dobro promieniują,

Ale ludzie już nie czują.

Co dzień złem bombardowani,

Że są przecież okłamani.

 

Więc o prawdę walczyć trzeba,

Aby nie obrażać Nieba.

A niech z dobra nikt nie szydzi,

Bo Bóg jest i z Nieba widzi.

 

I to już są Boże sprawy

Za złe nasze te zabawy.

Za przykazań połamanie

I za prawdy odrzucanie.

 

 Chcemy bardzo żyć wygodnie,

Bo dziś tylko tak jest modnie.

Handel kwitnie, smog nad nami,

Tak się pogrążamy sami.

 

Wszelkie Boga poprawianie

Dało takie nam wyzwanie,

Że przyroda pokręcona,

Teraz wiosna odwleczona.

 

Mamy kwiecień, mróz i śniegi,

Lecz złoczyńców w nas szeregi.

Zamiast upaść na kolana,

Bywa sprawa przeklinana.

 

Klną na Boga, drwią z pogody,

Lecz nie będzie czym paść trzody.

Jakże zboża nam urosną,

Gdy nie posiejemy wiosną?

 

 Cóż będziemy jedli jutro

Gdy wkładamy w kwietniu futro?

Paszy kończą się zapasy,

Więc nas widmo głodu straszy.

 

Tutaj tylko pomoc Boża,
lecz niech dusza będzie hoża.

Do powrotu do Kościoła

I pierwocin wszelkich woła.

 

Więc wędrujmy do spowiedzi,

Bo w nas wszystkich wiele siedzi.

I to biegiem – moi mili,

Bośmy Boga obrazili.

 

Weszli w kompetencje Jego,

I stąd w świecie tyle złego.

Bo nie Boga uwielbiamy,

Ale duchów złych słuchamy.

 

Tutaj jest sprzężenie zwrotne,

Ale myśli w nas przewrotne.

Zdajmy sobie z tego sprawę,

Odrzucajmy zło niemrawe,

 

Choć wygodne, niemal święte,

Z lansowanych porad wzięte,

Boga trzeba uznać Panem,

Zrzucić zło rozjazgotane.

 

Jego czas i panowanie,
Jego święte królowanie.

Już przeminął czas zabawy,

By starczyło chociaż trawy.

 

Bo to, co się w świecie dzieje,

To Kościoła Wiosna dnieje.

Lecz przejść musi przez Golgotę,

Nie dobrobyt i pozłotę.

 

Jeśli dobra znać nie chcemy,

Golgoty nie unikniemy.

Już nad nami sąd szykują,

Po kryjomu ukrzyżują.

 

My tak bardzo oślepliśmy

I ogłupić się daliśmy.

Że zło dobrem nazywamy

I na głowie cierń już mamy.

 

Pluć dajemy w oczy sobie,

Niby w humanizmu dobie,

A kto myśli o człowieku

Dziś w dwudziestym pierwszym wieku?

 

Jeden śmieje się z drugiego

I celuje w słabość jego.

Już nie słucha się Kościoła,

Który nas do Boga woła.

 

Już miłości zapomniano,

Erotykę nią nazwano.

Lecz prawdziwa legła w grobie,

Każdy swoją rzepkę skrobie.

 

Kościół do powrotu woła,

Lecz sam zrobić nic nie zdoła.

Gdy się grzesznik nie nawróci,

Jeszcze bardziej się odwróci,

 

W Miłosierdzie Bóg bogaty,

Lecz sam człowiek czyni straty,

Bo gdy się nie nawrócimy,

Ku dobru się nie zwrócimy,

 

Wtedy piekło się ucieszy,

Nam na większą zgubę spieszy.

Częstuje nas magicznymi

Rysunkami lecz zgubnymi.

 

Tak się wkradły w nasze życie,

Że już wszędzie je ujrzycie.

Zło się lęgnie i osacza,

Świat się ku zagładzie stacza.

 

 Ludzie się wykorzystują

I wzajemnie w oczy plują.

Wielu chodzi już jak cienie

Złu hołdując uniżenie.

 

W zakładach wykorzystanie,

Płaca nie na wszystko stanie.

Pracownicy klną siarczyście,

Czasem piją – oczywiście.

 

Nikt z nich nie zna swej godziny,
Pracę straci z byle winy,

A potem jest bezrobocie

I kolejnych długów krocie.

 

I wy, którzy firmy macie,

Swej godziny też nie znacie.

Bo gdy ludzie jeść nie będą,

Pieniędzy wam nie zdobędą.

………………………………………..

Może trzeba kończyć słowa,

Bo tyrada to niezdrowa.

Jednych wkurza, innych gładzi

Gdy na każdym kroku sadzi.

 

Ale z prawdą tak to bywa,

Że wypływa jak oliwa.

Kiedy nam ją Pan Bóg wskaże,

Wszystkich razem nas ukarze.

 

Bo Bóg karze i nagradza.

Kto tak mówi, nie przesadza.

Tak w historii nieraz było.

Znów się kółko odwróciło.