Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

RYŻEM

 

RYŻEM

 

„…Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”

-Słowa z Modlitwy Pańskiej


 

 

 





 

Coś się w Narodzie naszym dziwnego porobiło,

Co z chrześcijańskim życiem się jakby pokłóciło.

Kiedy się Młoda Para z kościoła już wyłoni,

Niektórzy z gości ryż już trzymają w dziarskiej dłoni.

 

Ciskają w Młodych prędko czerpiąc z torebki hojnie,

By im się żyło suto, wspaniale i dostojnie.

Bo gdy w nich ryżem rzucić, to będą żyć w dostatku,

Jakby zapewnić miało im to dobrobyt w spadku.

 

Lecz któż pomyśli z gości weselnych zaproszonych,

Że dożył głupich czasów z dostatku jak szalonych.

Bo jak świat światem jadła kiedyś nie marnowali,

I tak jak dziś beztrosko nigdy nie wyrzucali.

 

Ach, już nie chodzi o to jeśli się coś zepsuje,

Bo się zepsutym jadłem cały organizm truje.

Ale to ryż jest zdrowy, że tylko go gotować,

Ni sobie ani bliskim potrawy nie żałować.

 

To chleb Chińczyków, który jest jadłem ich codziennym,

Dalekowschodnich ludów, pokarmem wciąż niezmiennym.

Którzy hektarów krocie zbóż owych uprawiają,

I ryżu od lat wielu tysiące ton sprzedają.

 

W każdym zaś ziarnie pot ich i praca się pomieści,

Nikt pewnie słyszeć nie chce o tymże opowieści.

Że trzeba brodzić w wodzie, sadzić i pielęgnować,

Zaś przy tym z niedostatku nierzadko też głodować.

 

Bo tam się biednym ludziom źle żyje dziś na świecie,

Pracować ciężko musi w Chinach i małe dziecię.

Więc czemu trudem siane, potem roszone, łzami,

Ich ziarno biały człowiek marnuje tu garściami?

 

Pomyślże Młoda Panno, gdy dzieci będziesz chować.

A gdyby kiedyś twoje miały ci też głodować?

Mówisz, że u nas dobrze, że nam już to nie grozi?

Bo transport ze stron wszystkich żywność nam co dnia wozi.

 

Choć dziś dzień twój wspaniały, nie bądźże taka pewna,

Tyś jutro gospodyni, choć dzisiaj jak królewna.

Nie pozwól by z przesądu żywność tą marnowano,

Wszak u nas okruch chleba upadły całowano.

 

U nas, gdy tak jak u nich ziarenka ręcznie siano,

A potem każda garstkę w czas żniwa ręką brano,

Cięte sierpem wiązano, stawiano złote snopki

W mendle do wysuszenia, czyli w specjalne kopki,

 

Snop każdy dźwignąć było, na wozie go ułożyć,

A potem odpowiednio najpierw w sąsieku złożyć,

I omłot cepem sprawić, wiać plewy a ziarenka,

Żarnem zemleć musiała słaba kobieca ręka,

 

To każdą łyżkę mąki miano jak skarb niejaki,

I chleba nie jadały szczury ni dzikie ptaki.

Więc znajdź w tym porównaniu ludzkości ważne złączki,

Na ryż twój pracowały malutkie chińskie rączki.

 

A może były bite za słabość i zmęczenie,

Więc tu poruszyć trzeba twe serce i sumienie.

Pomyśl o swoich dzieciach, które powijesz z czasem,

Chociaż od Chin nas dzieli Ural z rosyjskim lasem.

 

Ciskany w was ryż-pokarm z szumem na ziemię pada,

Nikt go już nie podniesie ni trudu sobie zada.

Nikt zbierać go nie będzie według naszego zdania,

A w Chinach by go zjedli z radością bez szemrania.

 

Przyjdzie kościelny z miotłą, ryż zmiecie i wyrzuci,

Bośmy przez pseudo modę z sumienia już wyzuci.

A zresztą dla Kopciuszka ta praca mówiąc szczerze,

Żeby ze śmieci wybrał, co zająć ma talerze.

 

Może się dobrze żyje dzisiejszym Młodym Parom,

Z pieleszy życia czerpią pokarmy dużą miarą.

Kto jada dziś polewkę, kartofle z łupinami?

Każdy wymyśla strawy z modnymi dodatkami.

 

Cóż, że degeneracja żołądka niszczy zdrowie,

Gdy marketowe półki liczą żywności mrowie.

Nieważne, że pokarmy są chemią nasycane,

Ważne lodówki pełne, dni głodu nam nieznane.

 

Dlatego tak dziś łatwo garściami ryż marnować,

I w Młodą Parę ziarnem „na szczęście” nim celować.

Lecz myślę, że zabobon to jest nie byle jaki,

Bo jak ten ryż ma pomóc, by dać dostatku znaki?

 

By żyć i godnie godzić problemy z pracą znane,

Godziny nadliczbowe konieczne lecz niechciane,

Dyspozycyjność w pracy, i pracą tą znużenie,

A choć za wyższą płacę, to w sumie i cierpienie.

 

Lecz gdyby wpaść na pomysł i ryż ten poszanować,

Nasypać go do garnka, na obiad ugotować,

Nie niszczyć trudu ludzi, w którym są łzy z cierpieniem,

Bo możesz rzucać Młodych i chińskim złorzeczeniem.

 

Myślisz, że nikt z nich nie wie , że świat ich plon marnuje,

Żyjąc z głodowej pensji swą żywność opłakuje,

A może życzy Młodym wszystkiego najgorszego,

Jako, że mają czelność cieszyć się z „deszczu” tego?

 

I jeszcze po ich stronie stoi też Bóg Jedyny,

Będziesz się przed Nim kajał za marnotrawne czyny.

Za każdą okruszynę jedzenia zmarnowaną,

Za każdą garstkę ryżu przesądnie rozrzucaną.

 

Bóg stworzył świat i ludzi i dał też ziarna wiele,

By mełli, gotowali i piekli chleb w popiele.

Za pokarm Panu Bogu z radością dziękowali,

I Jego przesądami nigdy nie obrażali.

 

A tenże przesąd godzi w najpierwsze Przykazanie,

Bo szczęścia nie zbuduje żywności marnowanie.

Szczęście budować trzeba na drzewach ludzkich rodów,

A gdy ma ryż je dawać, skąd tyle dziś rozwodów?

 


 

 Październik 2013