Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

ZAGUBIONY W LESIE- wiersz o Matce Boskiej Gromnicznej

 

ZAGUBIONY W LESIE

Szedł luty, śnieg sypał,

Mróz po twarzy szczypał,

Las chwiał się i szumiał,

Gałęziami zgrzytał.

 

Sarny i dziczyska

Mocno głodowały,

Bo zaspy, co było

W lesie, przysypały.


 

 

 



 

Leśniczy się starał,

Wiózł karmę saniami,

Ale i wilczyska

Podchodziły dniami.

 

Szedł właśnie z obchodu,
lecz tak mocno wiało,

Waląc śniegiem, ślady

W chwilę zasypało.

 

Przez zasłonę śniegu,

Nic nie widział w dali,

I pomylił drogę,

A w domu czekali.

 

Nogi go zmarznięte

Prawie nieść nie chciały,

Był głodny, spragniony,

Wilki się zbliżały.



 

 

 


 

Strzelił raz i drugi,

Naboi miał mało,

Za chwilę podbiegną

I zjedzą go śmiało.

 

W rozpaczy zawołał:

Gromniczna Madonno,

Ratuj mnie biednego

I mą duszę skromną.

 

Dziś Pierwsza Sobota,

Ale pobłądziłem,

Msza się już skończyła,

W kościele nie byłem.

 

Gdzieś w dali światełko,

Przez mgłę się przebiło,

Może pól godziny

Tak go prowadziło.

 

Gdy szedł za tym światłem,

Wilki odstąpiły,

Gdzieś tam się po drodze

Same z sobą biły.

 

Światełko w oddali

Jak świeczka się chwiało,

Wkrótce go do domu

Doprowadzić miało.

 

Zanikło, gdy spostrzegł

Okno światłem lśniące,

I światło nad progiem

Wejść zachęcające.

 

Zziębnięty, półżywy,

Stanął w domu progu,

Z zimna nie potrafił

Podziękować Bogu.

 

Nerwy go szarpały,

Wzmagały zmęczenie,

Patrzy, a tu żona,

Stawia już jedzenie.

 

Ośnieżoną czapkę

Z głowy mu zdejmuje,

Ze zziębniętej szyi

Szalik odwiązuje.

 

Zgrabiałymi dłońmi,

Łyżki chwycić nie mógł,

Dłonie zesztywniały

I tego nie przemógł.

 

Dopiero powoli

Popatrzył po domu,

Zrozumiał, za powrót

Podziękować komu.

 

Żona go obiega,
lecz z różańcem w dłoni,

A świeca gromniczna

Jeszcze światłem płoni,

 

Że dzieci wciąż klęczą

Z różańcami w rękach,

I już się skończyła,

Dziś leśna udręka.

 

Rozgrzał się, zjadł zupę,

Wypił z miodem mleko,

Wspominał swą drogę

Przedziwnie daleką.

 

I doszedł do wniosku,

Że krążył wokoło,

Sprawa wiec się miała,

Bardzo niewesoło.

 

W dodatku te wilki-

Lecz co je wygnało?

Czuły, że bezbronny,

Zbliżały się śmiało.

 

Dopiero mu żona

Sprawę tę wyznała,

Że od zmierzchu z dziećmi

Różaniec zmawiała.


 

 

 

 

 


 

Jutro jest Gromnicznej,

Dziś Wigilia święta,

Zatem to Maryi

Pomoc niepojęta.

 

Wtedy on skojarzył,

Że światełko w lesie,

Było żywym ogniem,

Który człowiek niesie.

 

Mrugało jak świeca,

Nie gasnąc w wichurze,

Jak gdyby go wiedli

Jacyś leśni stróże.

 

Ale on już wiedział,

Czyja dłoń to była,

Maryja gromnicą

Drogę mu znaczyła.

 

Odegnała wilki

Chroniąc jego życie,

Może spać spokojnie,

Zbudzi się o świcie.

 

Panu Bogu krótko

Za powrót dziękował,

Oczy się kleiły

I sen mózg kołował.

 

 

 

Żonie pocałunkiem

Dał podziękowanie,

A dzieciom o świcie

Przyrządził śniadanie.

 

Koniec stycznia 2014