Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

WIATR IM PROROKIEM- wiersz o Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę

 

WIATR IM PROROKIEM

Marsze pokutne przez Polskę wędrują,

Idą w nich, którzy w sercach Polskę czują.

Idą przez miasta niosąc polskie flagi,

To marsz z modlitwą i pełen powagi.

 

Nie ma tu krzyków i haseł złowrogich,

To marsz pobożnych Polaków ubogich.

Marsz Różańcowy- babcie i dziadkowie,

Nierzadko panny i kawalerowie.

 

Krzyż procesyjny przed nimi niesiony,

I Jasnogórskiej feretron Ikony,

Oraz transparent, na którym jest mowa,

Że to Krucjata idzie Różańcowa.

 

To armia Boża, która chociaż mała,

Lecz całym sercem Polskę ukochała.

Spokojni ludzie, którzy się nie wstydzą

Iść wśród modlitwy, choć uśmieszki widzą.

 

To szturm do Nieba o Polski przetrwanie,

I o Chrystusa tutaj królowanie.

O Boży pokój, spokojne granice,

O ład i czystość, bezpieczne ulice.

 

O Jasnogórskich Ślubów wypełnienie,

I o Polaków wszystkich przebudzenie,

O nawrócenie tych, co w grzechach żyją,

I co Chrystusa Króla drwiną biją.

 

Lato czy zima, mróz, śnieg czy ulewa,

Marsz w trasę rusza, modli się i śpiewa.

Idą kapłani i lud wierny wiodą,

Bo kraj rozdarty błędem i niezgodą.

 

Już nic nam prawie w Polsce nie zostało,

Wielu za chlebem we świat wyjechało.

Kraj bezrobotnych i biedę klepiących,

O Miłosierdzie Boże błagających.

 

 

I kraj zepsuty przez pewne elity,

I patriotyzm wśród młodych zabity,

Tylko pieniądze, korzyści, rozkosze,

Liczy się wielkie bogactwo, nie grosze.

 

Lichwa, pokazy, reklam zatrzęsienie,

Droższe opłaty i gorsze jedzenie.

Polskiej własności niewiele zostało,

Brak miejsc w szpitalach i dzieci zbyt mało.

 

I jeszcze chwila, a stać się to może,

Gdyż dziś Ojczyzny już nikt nie wspomoże,

Stanie bezbronna bo brak i żołnierza,

Więc ku niewoli kto wie, czy nie zmierza.

 

Lat sto dwadzieścia i trzy przepłakała,

Kiedy rozdarta na troje została,

Lecz od pierwszego jak wiemy rozbioru,

Lat sto sześćdziesiąt i sześć jest bez sporu.

 

 

A kiedy wolność Polska odzyskała,

Dwadzieścia lat ją tylko piastowała.

I Druga Wojna, okupacja nowa,

Przez lat czterdzieści komunizmu mowa.

 

Aż wreszcie wolność, ale powikłana,

Nim się kto spostrzegł, Polska rozprzedana.

W ćwierć wieku stan jej stał się opłakany,

Łez braknie w oczach, Naród oszukany.

 

Chodzi jak w mroku, jak mgłą owinięty,

Jak półprzytomny, zmęczony i śnięty.

Chorych i zgonów co dnia nam przybywa,

Naród wymiera i dzieci ubywa.

 

A chuligaństwo jako nigdy kwitnie,

Pokrzywdzonemu jeszcze nosa przytnie.

Nic nie zostało prawie pośród troski,

Lecz tylko miłość jest do Matki Boskiej.

 

Na tej miłości do Polski Królowej,

Rośnie Krucjaty zastęp Różańcowej.

Jest to Jej Armia przedziwnie dobrana,

W odzież z lumpeksu najtańszą ubrana.

 

Nikt nie ma zbroi, miecza ani visa,

Nikt nie ma pasa, z którego broń zwisa.

Nikt nie ma hełmu a nakryciem głowy,

Jest wysłużony beret moherowy.

 

Jakaż to z takim rycerzem potyczka,

Gdy zamiast szabli kula inwalidzka?

Zamiast plecaka w pełnej gotowości,

Niosą na barach kosz swych lat starości.

 

Nikt nie ma czołgu, a starym zwyczajem,

Na Marsz Pokutny przyjeżdża tramwajem.

I rzekłszy szczerze- bezsilna gromada,

Co się ze starców oraz chorych składa.

 

Taką to Armię ma Polski Królowa,

A Jej stolicą Jasna Częstochowa.

Takich ma synów i takież ma córy,

Którym króluje stamtąd- z Jasnej Góry.

 

Ta, która broń nam tylko jedną dała,

Której by armia żadna nie wybrała.

Broń bez nabojów bez lufy i spustu,

Nawet na korki nie strzela z odpustu.

 

Która nie zrani ostrzem, nie uderzy,

Której nie ruszy, kto w Boga nie wierzy.

Kawałek sznurka, na nim nawleczone,

Małe paciorki krzyżykiem zwieńczone.

 

I to jest wszystko, to wielka broń cała,

Której używa ta armijka mała.

To jest nic więcej, ni strzały ni trzaski,

W rękach paciorki, na ustach Zdrowaśki.

 

To uzbrojenie, cała broń na szaniec,

To poświecony przez księdza Różaniec.

Przez przemądrzałych najczęściej wyśmiany,

W walce z przesądem z ręki wydzierany.

 

Pochwy, kabury mieć nie potrzebuje,

Na dnie kieszeni wspaniale się czuje.

Nawet bezpieczny jest i w takim względzie,

Trzepnąć nim kogo i sińca nie będzie.

 

Gram kilkanaście a służy do tego,

By nie pociskiem ostrym strzelać z niego.

On współpracuje z mową oraz wolą,

Jest ponad wszystkim i każdą niewolą.

 

Tychże paciorków poganie się boją,

A i Krucjata ma już przeszłość swoją.

Poganie wiedzą, że ta broń bezbronna,

W rękach maluczkich to siła obronna.

 

 

Armia- Krucjata nic więcej nie robi,

Tylko modlitwą zwycięstwo sposobi.

Pyszni, bogaci tej broni nie biorą,

Bo oni tylko z palnej broni piorą.

 

To broń pokornych, biednych i ubogich,

Choć często w „lepsze” także trafia progi.

A emeryci więcej czasu mają

To i Różańca częściej dobywają.

 

Takaż to Armia biedna lecz wytrwała,

Fizycznie słaba i ciągle za mała.

Bez pola bitwy, udeptanej ziemi,

Walczy na klęczkach różańcami swymi.

 

A broń ta dziwna z paciorków złożona,

Jest ponad wszystkie bronie wywyższona.

Ma-powiadają moc kałasznikowa,

Takąż Krucjata walczy Różańcowa.

 

Ta broń silniejsza jest od atomowej,

Lecz zawartości nie ma w niej niezdrowej.

Gdzież że ją mają, gdzie jej używają,

Gdzie te paciorki w dłoniach przesuwają,

 

Tam się zwycięstwo objawi w swej mocy,

Jak błyskawica pośród ciemnej nocy.

I tejże właśnie jasnej błyskawicy

Czeka Krucjata i Zdrowaśki liczy.

 

Tak szła Krucjata z rencistów złożona,

Przez dumny Poznań przez księdza wiedziona.

Krzyż i transparent Jej imię głoszący

I ten feretron nad nimi płynący.

 

Twarz mieczem cięta w przedziwnej Ikonie,

Która zwycięstwem nad Szwedami płonie.

Wiedeń, Lepanto oraz Cud nad Wisłą,

Dają nadzieję na zwycięstwo przyszłą.

 

W Zwycięskiej Pani o twarzy z bliznami,

W cichej Królowej ponad hetmanami,

Której tron wierny jest na Jasnej Górze,

Która ucisza wszystkie kraju burze,

 

Jak pod Lepanto jako pod Warszawą,

Prosi Krucjata za Ojczyzny sprawą.

Niosąc na sobą flagi narodowe,

Idzie przez miasto od zawsze Piastowe.

 

Lecz wpierw przed bramą Kościoła stanęła,

Swoje różańce z kieszeni sięgnęła.

Zwykłe paciorki, lecz o takiej mocy,

Która najśmielsze życzenia przekroczy.

 

Stoją, wiatr gwiżdże, dmie, flagi się chwieją,

Po niebie chmury gonione szaleją.

Marsz się zaczyna, brzmi Bogurodzica,

Brama otwarta, przed nimi ulica.

 

Gdy pierwszą zwrotkę niemalże skończyli,

Ze śpiewem drugiej na trasę ruszyli.

Wichura mocniej we flagi wionęła,

Oraz z trzepotem transparent wydęła.

 

A tak to dziwne, tak wymowne było,

I tak się z bitwą grunwaldzką złączyło,

Którą reżyser „Krzyżaków” ukazał,

A teraz Bóg nam tamtą scenę wskazał.

 

Gdy ciężka jazda z lasu wybiegała,

I pieśń tą samą przed bojem śpiewała,

Barwne chorągwie rycerskie furczały,

Tak w bój oddziały polskie wyruszały.

 

I tu Krucjata właśnie wyruszała,

Lecz plac kościelny, nie las opuszczała.

W obu przypadkach brzmi Bogurodzica,

Lecz bój duchowy jest to, to ulica.

 

Jak Król Jagiełło Świętej Mszy słuchała,

Przed Sanctissimum tak jak on klęczała.

Teraz ruszyła jednostka zaciężna,

Lecz tylko w skromny Różaniec orężna.

 

Łopot chorągwi tu-tam identyczny,

Nie szczęk oręża, ale gwar uliczny.

Nie tętent kopyt, nie rumaków skoki,

Lecz posuwiste starych ludzi kroki.

 

Miarowy stukot inwalidzkich kuli,

Oni w bój idą? Ta grupa bieduli?

Po ziemsku biedni, ale w oczach Boga

To są sokoły, a prawa ich droga.

 

Ze wszystkich dłoni różańce zwisają,

Ludzie „dziesiątki” pieśnią przeplatają.

Młody przechodzień bokiem czasem mija,

Bowiem nie każdy Różańcowi sprzyja.

 

Młodzież dziś woli inny sposób bycia,

Czego innego wymaga od życia.

Musi być łatwo, lecz to jest ułuda,

Chwilowa błogość to przykra obłuda.

 

Przejdą dni łatwe, nim się zorientują,

Bez Boga jutra z dziś nie skonfrontują.

Toteż Krucjata ich także ogarnia,

I ze swej „broni” jak może wygarnia.

 

Marsz to pokutny, więc ta ignorancja,

To także któraś różańcowa stacja.

A Matka Boska gdy czas się wypełni,

Intencję młodych nawrócenia spełni.

 

Bo broń potężna w rękach słabych ludzi,

U jednych radość u innych gniew budzi.

A niewierzący jak folklor taktują,

Mówiąc: Kolejni- kolejny marsz snują.

 

 

Ale wierzący znając ową siłę,

Chociaż dzień daje także myśli miłe,

Z różnych przyjemnych sprawek rezygnują

I swe Różańce co dzień recytują.

 

Wiedzą, że jeśli będą się modlili,

Bóg ich wysłucha w odpowiedniej chwili.

Lecz nie wiem, czy też wiedzą to wrogowie,

Którzy z siłami ciemności są w zmowie,

 

Że choćby wszystkie Różańce zabrano,

I tym modlitwę ludziom utrudniano,

Można na palcach dziesiątki policzyć,

I w taki sposób w modlitwie dni ćwiczyć.

 

Gdyby i palce Krucjacie zabrano,

I tak liczenie „Zdrowaś” utrudniano,

Tu komuniści wielki błąd zrobili,

Że wszystkich ludzi trochę wykształcili.

 

Matematykę wszyscy w Polsce znają,

I do dziesięciu śpiąco doliczają.

Matki zakupy w rękach dwóch dźwigają,

Różaniec mówiąc i dziecko lulają.

 

Myśli nie weźmie nikt i nie odkroi,

Członek Krucjaty jest zawsze we zbroi.

Wziąć głowę? Owszem, lecz drżyj nieszczęśniku,

Wziąć wiernym życie i będzie po krzyku?

 

Teoretycznie, lecz prawda jest inna.

Może wziąć ciało pokrywa roślinna,

Lecz wtedy dusza moc swoją objawi,

Przeciwnik legnie, Bóg Polskę wybawi.

 

Bo to, co człowiek w słabości swej robi,

Do wielkiej mocy po życiu sposobi.

Dusza to mocarz w stosunku do ciała,

Gdy je opuści bywa nader śmiała.

 

Więc wy, co z tychże różańcowych drwicie,

W moc rzeczywistą Boga nie wierzycie.

To nie psychoza staruszków niezdrowa,

To jest poważna walka różańcowa.

 

Ta grupa czasem nędznym strojem kryta,

To wielka armia nigdy nie zdobyta.

To są rycerze, wszyscy pasowani,

Wszyscy jak jeden starannie dobrani.

 

A czy zwycięży w dobie laicyzmu,

W dobie bogactwa oraz egoizmu?

Dziś przepowiednię właśnie otrzymali,

Gdy spod kościoła na Marsz wyruszali.

 

Tu wiatr prorokiem, on przyszłość maluje,

Która się ku nam z grunwaldzkich pól snuje.

Bogurodzica i chorągwi łopot,

Nam wiew zwycięstwa a dla wrogów kłopot.

 

Poznań, 17. 03 2014 – dzień po Marszu pokutnym w Poznaniu

Księdzu Stanisławowi Małkowskiemu, który Marsz prowadził, dedykuję.

 

 

 

 Zdjęcie