Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

TRUD I POWITANIE

 

           TRUD I POWITANIE

Droga ta daleka pośród pól się wije,

Równin i pagórków, czasem las ją kryje.

A znają ją nogi, które wędrowały,

Co było rzekłyby, gdyby usta miały.

 

Lecz co tego roku, jeszcze nie poznały,

Choć wiedzą, że kawał przed nimi niemały.

Ku Tobie w Obrazie Jasnogórskim skrytej,

Ku wieży klasztornej jasną mgłą spowitej.

 

Ku Tobie dziś zdrowe nogi wyruszają,

A wszystkie z radością na starcie stawają.

Czy pada, czy wietrznie, czy też upał nuży,

Nikt z nas się nie boi ku Tobie podróży.

 

Z Komunią na drogę jako ku Wieczności,

Rusza pieszy orszak w ogromnej radości.

I choć wie, że jutro kuleć w drodze może,

Ty mu dopomożesz, Ty go wesprzesz, Boże.

 

Ty poślesz Maryjo Aniołów chór błogi,

Aby doszedł pielgrzym pośród trudnej drogi,

A Anioł niejeden w człowieka się zmieni,

Da pomoc na drodze, którą ten doceni,

 

Kto chociaż raz jeden szedł pielgrzymim szlakiem,

W pokutnej wędrówce z ciążącym plecakiem,

W którym kromka chleba i napój być musi,

Bo potrzebne w drodze ku Boskiej Mamusi.

 

Ku Tobie, Kochana, Która wspierasz w znoju,

Dbasz, by nie zabrakło jadła ni napoju,

Byśmy spać gdzie mieli i wodę do mycia,

By nikt nie utracił zdrowia ani życia.

 

Byśmy wszyscy doszli jako wyruszyli,

W drodze i u celu w Tobie Boga czcili.

Ty na Jasnej Górze w Swym obrazie czekasz,

Nad pielgrzymką czuwasz, z pomocą nie zwlekasz.

 

My starzy pielgrzymi tych łask zdroje znamy,

A przez rok okrągły tylu ich nie mamy,

Ile w te dni dziesięć sypiesz nam garściami.

Kiedy wędrujemy polskimi drogami.

 

A kiedy już wreszcie zdrożeni stajemy,

Na trawie pod Szczytem, sercem to czujemy,

Że we drzwiach stanęłaś wyciągnąwszy dłonie,

Ku dzieciom zmęczonym, w których serce płonie.

 

Myśmy Cię po drodze tylekroć pytali,

Czy widzisz, jak idą Twe dzieci z oddali?

Coraz bliżej Matko, już i niedaleko,

Już za tym mosteczkiem, już za tamtą rzeką…

 

Powitanie w drodze sobie układamy,

Co Tobie Mamusiu kochana rzec mamy.

Lecz zwykle u Szczytu nic Ci nie powiemy,

W chwili zapomnimy, bo sercem czujemy.

 

Że to Ty, Mateńko szczebioczesz jak ptaszek,

I tulisz w ramionach wszystkie troski nasze.

Myśmy Ciebie Matuś witać zamierzali,

Ty nas powitałaś, gdyśmy u drzwi stali.

 

I sercem czuliśmy, jak bierzesz w ramiona,

Leczysz rany drogi i tulisz do łona.

Tylko łzy wzruszenia, a serce łomocze,

I nikt się w tej chwili o nic nie kłopocze.

 

 

U Ciebie tak dobrze, tu czuje się Niebo,

I nie chce się wracać do życia zwykłego.

Tobie powierzamy to, z czym przychodzimy,

Tobie wszystkie troski ludzkie przynosimy,

 

W Twoje ręce, Pani, ofiarnie składamy

Wszystko, co od ludzi powiedzieć Ci mamy.

Od tych, co po drodze dach i jeść dawali,

Co buty popsute szybko naprawiali.

 

Och, wynagródź, proszę, bo gdyby nie oni,

Nikt z nas by nie dotknął tutaj Twojej dłoni.

Bo to ci Anieli, których nam posłałaś,

Gdy na nas czekając z nami wędrowałaś.