Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

"MIECZE NA LEMIESZE"

 

„MIECZE NA LEMIESZE”

 

Bóg czeka i czeka i o ten akt prosi,

Co może nastąpić lada chwila głosi,

Już na Bliskim Wschodzi chrześcijan dożynają

Ni mając następnych Afryki sięgają,

 

Nigeria, Kamerun w ogniu i krwi tonie,

I tną ich bestialsko barbarzyńskie dłonie,

Polacy jak zwykle wierzą i nie wierzą,

Jedni ignorują inni wieść tą szerzą,

 

Bo lud ten zbłąkany cierpi rozdwojenie,

Nie wie skąd przybywa ciągłe mu cierpienie,

Które ostrzeżeniem lat prawie trzydziestu,

Jak wynik Bożego dla Narodu gestu,

 

Jeszcze Bóg ostrzega i prosi ze łzami,

Jeszcze się Maryja przyczynia za nami,

Ta, co w Jasnogórskiej króluje Ikonie,

Jeszcze błogosławi wyciągnąwszy dłonie,

 

Jeszcze tu jest dobrze choć nieszczęścia kroczą,

Choć smutki ze łzami umysły nam mroczą,

Bo gdzie nie popatrzeć ludność jak zbłąkana,

Przy niewielkich groszach przez banki szarpana,

 

Tylko ci co myślą, że już świat posiedli,

I wszystkie mądrości bez wątpienia zjedli,

Skąd by i nie byli, nie po polsku czują,

Oszukańczych rozpraw trendami nas trują,

 

Tutaj bezrobocie, tam ludzi mordują,

Oraz w całym świecie GMO hodują,

W żywności dodatki w działaniu nieznane,

Bowiem ich działanie nie jest naświetlane,

 

W kioskach „Ruchu” gazet jak za żadnych czasów,

Dziw, że jeszcze trochę mamy w Polsce lasów,

Ale mało która pisze co dobrego,

Przeważnie prowadzą do życia lekkiego.

 

Idzie ku gorszemu w kochanej Ojczyźnie,

Wśród gazet i trendów podległych Obczyźnie,

Bo jeśli Obczyzna dla nas coś drukuje,

To nie nasze sprawy ale swoje czuje.

 

I tak swoje głosząc z Polską się rozmija,

Co w nas patriotyzm i cnoty dobija,

Dobrze, że choć latem pielgrzymki wędrują,

W stronę Jasnej Góry Polskę przedeptują.

 

Bo tam Narodowi Tron Królowej dany,

Tam powinny klęczeć co dzień wszystkie pany,

Bo jeśli ktoś rządzi mijając Królową,

Jaką działać może w swym zarządzie głową?

 

Takie jego rządy myślące o sobie,

Byle tylko nie dać i nie ulżyć tobie.

Własne konta w bankach pewnie takie mają,

Że mało z nadmiaru im nie popękają.

 

A tobie na miesiąc tysiąc-dwa wystarcza,

Podstawowych środków czasem nie dostarcza,

Przy tym sklepy pełne kuszą reklamami,

Powstają, padają zżarte podatkami.

 

Czy już nie ma wyjścia i nic się nie zmieni,

Czy już tego kraju w świecie nic nie ceni?

Nikt, niestety drodzy i to im na rękę,

Dlatego od dawna mamy tą udrękę.

 

To jakby jest budzik, bo niektórzy czują,

Że jak się nie zmieni, pogrom nam zgotują.

Jest na to lekarstwo skrzętnie zamykane,

Przez wszystkich dostojnych głośno wyśmiewane.

 

Bo mają uklęknąć i uniżyć czoła,

Oraz się otoczyć ludem dookoła,

Episkopat z Rządem tam na Jasnej Górze,

Tam mają zawiązać chrześcijan przedmurze.

 

Fotele odsunąć, tron dać Panu Bogu,

Aby on odegnał trwogę z Polski progu.

On prosi i prosi mówiąc: Jeszcze czekam,

Lecz przyjdę i wezmę Koronę- nie zwlekam.

 

Lecz jeśli nie dacie Mi jej po dobremu,

Pokażę swą chłostę niemalże każdemu.

Nie tylko ludowi co śpi oszukany,

Ale wam uczeni pierwszy pogrom dany.

 

Bo wy, co nie chcecie Go intronizować,

Nie musicie dalej głowy w piasek chować

Udając że dobrze i nic się nie dzieje,

Teraz mrok się wzmaga, lecz po nocy dnieje.

 

Każda noc się skończy czy zimą czy latem,

Lecz z łóżka gnać trzeba obowiązków batem.

W służbowy strój wskoczyć i gonić do pracy,

Bo jak wam ucieknie autobus Junacy,

 

Może się przydarzyć jak Absalomowi,

Waszym wyższym rangą zaś jak Dawidowi.

A wszystko dlatego, że w tym świętym boju,

Jakoś wam zabrakło Bożego pokoju.

 

Walka bez Dowódcy co rządzi całością,

Kończy się rozróbą i ogólną złością.

Wszyscy na swą modłę, jak komu pasuje,

Winny czy niewinny jednakowo pruje.

 

A jeżeli w ludziach przygaszone duchy,

Łażą jak jesienne osowiałe muchy,

Nie widzą że coś się wokół złego dzieje,

Armia nie wie kogo, wiec każdego leje.

 

Zaś ci osowiali plączą się wokoło,

I zamiast się budzić rozcierają czoło.

Jeden z drugim padnie, reszta stoi śnięta,

Zrobią szumny protest jak kajak w odmętach.

 

A gdyby Dowódcy w polu tron zgotować,

I złotą koroną Go ukoronować,

Powiedziałby: Dobrze, wołają Mnie szczerze,

Zwycięstwo jest pewne, wdziewajcie puklerze.

 

Byłby drugi Grunwald tym razem Niebieski,

Który po kraj świata sławiłyby freski,

Czołgi by przekuli na pługi i brony,

Wszystkich by nakarmił nasz kraj odnowiony.

 

                   Styczeń 2015