Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

ORĘDOWNIKÓW TRZEBA

 

ORĘDOWNIKÓW TRZEBA


Wiersz poświecony pamięci ks. KIersztyna

 

Polsko, ach nie drżyj, płakać nie trzeba,

Wziął Bóg kapłana Swego do Nieba.

Tam już Ksiądz Kiersztyn mieszka na wieki,

Kraj ten wysoki, kraj ten daleki.

 

Dozwolił Pan Bóg do tej tragedii,

Z której Anieli Go w Niebo wwiedli,

Tylko na drodze auto zostało,

Co się pod tira jakoś dostało.

 

Już i szpitalne opuścił łoże,

Ducha Bóg wita na Wiecznym Dworze.

Jeszcze kapłani pogrzebią ciało,

Dzwon przejmująco jęknie, nieśmiało.

 

Ach, czemu Boże, Twój lud Cię pyta,

Sprawa tej śmierci w milczeniu skryta?

Czemuś odwołał kapłana tego

Do Niebiańskiego Dworu Świętego?

 

Przecież wiedziałeś, znasz dzieła jego,

Jeszcze nie zdążył zrobić wszystkiego.

Jeszcze tak wiele pracy zostało,

Więc czemu serce to bić przestało?

 

Ty, coś Jaira córeczkę zbudził,

Choć żeś się drogą ku niej utrudził,

Ty, coś Łazarza zdjął śmierci pęta,

Czy o Ojczyźnie naszej pamiętasz?

 

-Ach, drogie dziecię- Pan Bóg odpowie-

Dlaczego smutne myśli w twej głowie?

Choć nad Łazarza śmiercią płakałem,

I łzy sióstr jego Ojcu składałem,

 

Takoż użyłem cierpienia tego,

By wskazać Chwałę Ojca Mojego.

I łzy niewinne- święty siew ziemi,

Które siał Siewca troskami swymi.

 

Cztery dni w grobie dla Bożej Chwały,

Przebywał w grobie druh Mój wspaniały.

Choć o chorobie Mi powiedziano,

Wszak o zamiarach Mych nie wiedziano.

 

Bardzo Łazarza Mego kochałem,

Przecież nad śmiercią jego płakałem.

Lecz dla świadectwa było potrzeba,

Aby dni cztery był obok Nieba.

 

By blask nadziei po Mojej Męce,

Koił noc grozy w Uczniów udręce.

By pamiętali, gdy w grobie byłem,

Że trójce ludzi życie wróciłem.

 

Nie trwóż się przeto, a słuchaj śmiało,

Nic to – że Księdza Kiersztyna ciało,

Martwo złożycie – wszak dusza Jego,

Chociaż zabrana jest z ciała tego,

 

Nigdy nie umrze, a lepiej z Nieba,

Zobaczy wszystko, co widzieć trzeba.

I to, co ciało z duchem złączone,

Zdziałać nie mogło trudem dręczone.

 

Kiedy po życiu w grobie spać będzie,

Duch wszystko ujrzy i pójdzie wszędzie.

Przeto śmierć Księdza ma sens głęboki,

Łatwiej rozwieje problemu mroki.

 

Gdy ktoś już u was działać nie może,

Gdy przyjdzie do Mnie, DOPIERO orze!

Orką głęboką, broną szeroką,

By plon stokrotny cieszył Me oko.

 

Co tylko lekko mógł tknąć na Ziemi,

Siał jako umiał rękami swymi,

W Niebie jak chwyci te same sprawy,

Stokrotnie zwiększy efekt uprawy.

 

 

W Niebie z Rozalią zdziała w zespole,

To, czego nie mógł w ziemskim mozole.

Przeto nie płaczcie, a proście Boga,

By wasza prędko minęła trwoga.

 

Gdy kraj w największej bywa potrzebie,

Najlepszych synów wzywam do Siebie.

Nie mówcie, że was opuszczam, kiedy

Pozornie większe zbieracie biedy.

 

Chcę, byście w trwodze Polacy mili,

Jak w tyglu złoto się oczyścili.

Kiedy Żniwiarze przyjdą na Żniwo,

Macie już płonąć Miłością żywą.

 

Ksiądz Kiersztyn z Nieba już oręduje,

Dla twojej chwały Polsko pracuje.

I choć się tobie, mój ludu zdaje,

Że ziemia polska w lęku zostaje,

 

 

To w najtrudniejszym dziejów zakręcie,

Przyjdzie z pomocą Ksiądz – uwierz święcie!

Przyjdą z Rozalią, z Aniołem AVE,

Załatwić wielką dla Polski sprawę.

 

O, zadrżysz Polsko, gdy wrócą Oni,

Grzech twój pokażą ci jak na dłoni.

Jeden z twych głównych – grzech zaniedbania,

Jest też powodem Księdza skonania.

 

I zanim Polska odzyska Chwałę,

Musi na krzyżu być lata całe.

Gdy wam się zdawać będzie, ze kona,

I płakać będzie Polska strapiona,

 

Jak nad Tabitą – córką setnika,

Dom drżał w rozpaczy łkaniu i krzykach,

Wskrzeszę cię Polsko, jak z mar młodzieńca,

Więc niech Mi Polska wiele zawdzięcza.

 

 

Bo nie opuszczę cię Orle miły,

Choćby cię grobu kajdany zbiły.

Przyjdę do ciebie, jak do Łazarza,

Przywiodę Księdza znów do ołtarza.