Twórczość Janiny Snopek Stefaniak

żYCZENIA WIALKANOCNE Z PRZYPOWIEŚCIĄ O MĄDRYCH I GŁUPICH PANNACH

Z PRZYPOWIEŚCIĄ O MĄDRYCH I GŁUPICH PANNACH
Skończyła się zima, przylatują ptaki,
Już budzą się ze snu pszczoły i robaki.
Pączki drzew grubieją i wschodzą źdźbła trawy,
Już dzieci pytają o letnie zabawy.

Gdzieniegdzie zajączek przebiegnie wśród sadów,
Ze szpar się wynurza pierwszy rząd owadów.
Gdzieniegdzie mysz skoczy od kocich pazurów,
I tylko ludziska snują się wśród murów.

Wszystko ze snu wstaje, noce wcześniej dnieją,
Tylko nie ma koszy z człowieczą nadzieją.
Jedni zadumani za drzwiami mieszkania,
Nawet się firanek w oknach nie odsłania.

Inni, co do pracy biegną ranną porą,
Po drodze potrzebne zakupy zabiorą.
Umilkł gwar dziecięcy, nie chodzą do szkoły,
Zniknął z ich twarzyczek uśmieszek wesoły.

Milkną w miastach dzwony, ludziom przeszkadzają,
Budzą do kościoła, temu spać nie dają.
Świat odszedł od Boga, wszyscy żyją "sobie",
Jakoś zapomnieli, że Bóg spocznie w grobie.

Przeminął Popielec, w kościele nie byli,
Przez Post "Gorzkich Żali" raz nie zanucili.
Nie pościli w piątki mówiąc, że nie wierzą,
I własne teorie wśród wierzących szerzą.

Kłamią, że nieprawda, tak nigdy nie było,
Lecz się katolikom jak zły los przyśniło.
Jeszcze tylko resztki budzą się w niedzielę,
Zasiadając w ławkach w pół pustym kościele.

W sklepach nawet nie ma koszyczków w tym roku,
Tradycja Kościoła pozostaje z boku.
Pan Jezus ostatnie kończy nauczania,
Bo już coraz bliżej ku Męce się skłania.

A ludzie jak ludzie, prezenty kupują,
Bo tylko w podarkach świąteczny czas czują.
Lecz władze marketów drzwi nagle ryglują,
Bo one zajączków i gniazdek nie czują.

A to przez zarazę świat nam zamykają,
Niby zachorowań świeżych unikają.
Lecz codziennie więcej nowych chorych głoszą,
Choć ludzie swobody bez maseczek proszą.

A ludzkie protesty tym głośniej się wznoszą,
Im większą zarazę w telewizji głoszą.
Katolikom czwarte święta zamykają,
Ludzie się buntują, bo już dosyć mają.

Lecz z owych protestów już nic nie wynika,
Bo wszelka odwaga niczym mgła zanika,
Młodzież tylko krzyczy "zrobić coś powinni",
Lecz kto, gdzie i komu ludzie są coś winni?

Młodzi krzyczą gromko z własnego pokoju,
Co zrobić dziś dla nich, ale bez ich znoju.
By żyli wśród wygód, sobie, dla nikogo,
Chcą innym rozkazać nie ruszywszy nogą.

Nie szepcąc modlitwy, gdyż nienawiść zieje,
Nie będą się modlić, "bo Bóg nie istnieje!"
Tylko krytykując obraźliwym słowem,
Wszystkich, którzy mają jeszcze myśli zdrowe.

A gdzie cud z Lepanto, Grunwaldzkie zwycięstwo?
Gdzie Wiedeń i gdzie jest piękne polskie męstwo?
Cuda różańcowe, w tym wielki nad Wisłą,
Męstwo przez Różaniec, a nie samo przyszło!

Męstwa dzisiaj nie ma, wszędzie zniewieścienie,
Grzech, klątwa, swawola i dobre jedzenie.
Modlitwa? Różaniec? Drwinę z Boga snują
Kościoły i każdą świętość profanują.

Pozwolono zamknąć przed ludźmi kościoły,
Żłobki i przedszkola, zakłady i szkoły.
Dajemy się więzić w różnych kwarantannach,
Niczym w przypowieści o przygłupich pannach.

Którym olej w lampach skończył się w pół czasu,
I dziś zachwycają się wilkami z lasu.
Z nudów zasypiają, rozwaga upadła,
Nie zauważyły, że ciemność zapadła,

Z kwarantann się cieszą oraz przechwalają,
Jakież to pomysły artystyczne mają.
Lecz na Oblubieńca nie czekają wcale,
Tylko dyskutują, jakie z nich mądrale.

Na maskach malują jakieś dziwne wzory,
Zęby, krwi strumienie i różne kolory.
Nie myśląc, że właśnie głoszą zniewolenie,
I tylko Bóg może dać nam wyzwolenie.

Czas Apokalipsy to czas przebudzenia,
To czas Oblubieńca i słońca bez cienia.
Zwycięstwa nad grzechem, cnoty nad głupotą,
Czas lamp mądrych panien z ich poświatą  złotą.

Głupie oraz mądre w jednym tłumie chodzą,
Bo tak ich życiowe wspólne drogi wodzą.
Mądre patrzą w niebo, oczekując Pana,
Bo przyjść może w nocy, w południe lub z rana.

Inaczej z głupimi, na nic nie czekają,
Bo własnej mądrości li tylko ufają.
Wiodą próżne spory, Kościół im przeszkadza,
Co druga wartości chrześcijańskie zdradza.

A tu Oblubieniec już idzie z muzyką,
Lecz one się kłócą o przyrodę dziką.
Mądre własne lampy jeszcze opatrzyły,
Chociaż konfesjonał z trudem zaliczyły.

A głupie się nagle ze snu pobudziły,
Mądrym rekolekcji słuchać zabroniły.
Bo im spać przeszkadza stuk w konfesjonale,
Klną na brak dyskotek i weselne bale.

Mądre, ale słabsze głupim ulegają,
Bo dobrych kapłanów przy sobie nie mają.
Chwieją się w osądach jak na wietrze brzozy,
I beczą głupawo jak w zagrodzie kozy.

Oblubieniec idzie ku Oblubienicy,
Coraz mniej w kościele mądrych panien liczy.
Przeszedł szlak swój ziemski, śmierć już Mu się kłania,
Już Całun Turyński lico Mu zasłania.

Mądre panny w nerwach, lecz w lampy dmuchają,
Bo i im powoli ramiona ustają.
Wreszcie- coś tam słychać, jakiś dźwięk wśród nocy,
Oto Oblubieniec na wesele kroczy!

W dłoni krzyż zwycięski, stuła na ramionach,
Nie kłuje Go w głowę cierniowa korona.
Włosy Mu falują, wiatr w nie lekko dmucha,
Gdzie stąpnie, tam milknie grzechów burza głucha.

Idą mądre panny wraz z Nim na wesele,
Lecz patrzcie, jak mało, a było tak wiele!
Głupie się zerwały bez lamp w jednej chwili.
Gdzie oni? Już weszli! A nas- zostawili?

Marzec, Wielki Tydzień A.D. 2021 w czasie pandemii Covid 19.